Depresja

Całe. Życie. W jednej szkatułce, po brzegi wypełnionej kartami. Spojrzała na pięknie rzeźbione drewno z nieufnością. Tak strasznie chciałaby spalić puzderko. Obrócić je w proch, sprawić, że przestałoby istnieć. Nie miała pojęcia co stałoby się potem. Jedyne co wiedziała na pewno, to ból. Gniotący ból, pochodzący ze środka niej samej. Już nie miała siły. Nie miała tej cholernej siły, żeby w końcu zwlec się z łóżka, otrząsnąć z tego transu. Cholera, nie miała siły, żeby podnieść rękę i otrzeć łzy z policzka. Nie miała siły. 

  Ociężale przewróciła się na drugi bok i podciągnęła kołdrę pod samą brodę. Westchnęła cichutko. To był ten moment, kiedy zaczęły nachodzić ją różne myśli. Potem zaczynała płakać, żeby w końcu zacząć nieruchomo wpatrywać się w sufit i pozwolić łzą wylewać się potokami z jej oczu. Już o niczym nie myślała. Czuła jedynie ogromny ciężar wgniatający ją w łóżko. I jeszcze więcej. Bólu.

   Były też chwile, kiedy nie wytrzymywała. Brała wtedy żyletkę i podążała do łazienki. Czasem spoglądała na swoje odbicie w lustrze, lecz zazwyczaj skupiała się tylko na jednym. Przeciągała parę razy ostrzem po skórze. Krew, która wypływała była gęsta i czerwona. Ten ból był inny. Przede wszystkim nie był cierpieniem. Czuła ulgę gdy przychodził. Uspokajało ją to. Odetchnęła głęboko. Nareszcie.

  Nawet małe rzeczy przychodziły jej z ogromnym trudem. Nie potrafiła się skupić na nauce, często wpadała w panikę, kiedy myślała o nadchodzących egzaminach. Ale nadal niezmiennie nie potrafiła. Przestała też cieszyć się z małych rzeczy, w których nie była już w stanie odnaleźć radości lub chociażby się do nich uśmiechnąć. Nie chodziło o to, że tak chciała. Nie była to żadna poza lub wymówka. To po prostu przyszło. Nie była w stanie do końca określić momentu w którym się to stało. Podejrzewała, że był to proces, że choroba wkradała się stopniowo. To prawda, na początku czuła się źle, ale była przekonana, że to w końcu minie. W weekend odeśpi i od razu wróci jej dobry humor. Lecz tu nie chodziło o humor. Nie wracało coś więcej, coś co wcześniej sprawiało, że kochała taniec, śmiech i dołeczki w policzkach swego chłopaka. Ciągnęło się to przez pewien czas… Aż w końcu nie dało się tego zignorować i powiedzieć, że Jej nie ma. A ona bardzo chciała wierzyć w to, że nie istnieje. Że Depresja tak naprawdę nie ma miejsca w jej życiu. Ale byłoby to kłamstwo.
  Ile godzin zmarnowała na bezczynnym wpatrywaniu się w sufit, podłogę, ścianę, w krajobraz za oknem. Ile razy zdezorientowana budziła się o trzeciej nad ranem. Ile razy zaczynała płakać z wyczerpania, chociaż tak naprawdę nie robiła niczego co mogłoby pozbawić ją sił. Ile razy uczucie beznadziei psuło jej momenty, które mogłyby być szczęśliwe. Nie była w stanie zliczyć.
  To nie jest tak, że postanowisz, że to już koniec i wtedy Ona odejdzie. Nie pstrykniesz w palce, nie gwizdniesz, nie tupniesz. Nie taka jest Jej natura. Ona będzie przez cały czas nad Tobą wisieć, jak gradowa chmura, otaczać Cię coraz cięższym, gęstszym powietrzem, aż w końcu Cię udusi. Utoniesz. Ciśnienie rozsadzi Ci czaszkę… Bo nie masz siły. 
         

 Depresja jest chorobą ciężką do wyleczenia. Często osoby bliskie tej na nią cierpiącej nie mają pojęcia, że ich córka, brat czy przyjaciel są chore. Osoby doświadczające depresji nie lubią się tym “chwalić”, a w towarzystwie mogą zachowywać się całkiem normalnie, uśmiechać czy nawet żartować. Problem pojawia się gdy wracają do domu czy jakiejkolwiek innej przestrzeni zarezerwowanej tylko dla nich.

    Problem pojawia się? Bardziej ujawnia, bo depresja cały czas tam jest, wcale nie znika. Można ją porównać do dziwnego stworzenia mocno uczepionego ramienia, non stop szepczącego do ucha. 

    Jak sobie z tym radzić? Skąd zdobyć motywację? Dwa bardzo ważne, kluczowe pytania. Przede wszystkim, powiedzieć osobie bliskiej, zaufanej. Jeżeli nie jest się w stanie na dłuższą metę motywować, musi robić to ktoś inny. Oprócz tego, chociaż jest to bardzo ciężkie, należy próbować zapobiec rozwojowi choroby. Starać się nie siedzieć w jednym miejscu lub przy tej samej czynności dłużej niż przez godzinę, wychodzić na świeże powietrze (aby dotlenić organizm), zacząć uprawiać jakiś sport lub właśnie spacerować, nie izolować się od ludzi, nie popadać w rutynę, dbać o dietę i sen, kontrolować swój stan zdrowotny, rozmawiać o swoich odczuciach. Nie bać się, bo depresja nie jest powodem do wstydu, tak jak grypa, ospa, czy jakakolwiek inna choroba. Depresja nie oznacza, że ktoś jest gorszy. Oznacza, że należy mu pomóc.

~Diakini

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s