Zima nadeszła

Julian Fałat “Krajobraz zimowy z rzeką” źródło: http://wolnelektury.pl/media/pictures/images/pejzaz-i-miasto-falat-krajobraz-zimowy-z-rzeka_4.png

Wreszcie po tylu dniach zimnych, ale mokrych i mało urokliwych nadeszła zima. Puszek niczym wata pokrył, jeszcze cienką warstwą, ulice Wrocławia i moje wioskowe pola. Zaczęło się robić bardzo nastrojowo, jeszcze nie zaryzykuję stwierdzenia, że przedświątecznie, ale czuć już w powietrzu to specyficzne, radosne oczekiwanie. Znów nadchodzi czas jedyny w roku, a zima wreszcie otrzepała na nas swój mroźny płaszcz.

Lubię zimę, jest to moja ulubiona pora roku. Oczywiście bywają też brzydkie, ale to jedyny okres gdy świat na chwilę może ukryć swoją brzydotę. Przyprószyć szare ulice śniegowym pudrem, zakryć niedoskonałości szronowymi mozaikami niczym naturalnym korektorem. Świat robi się piękny,  tak jak kobieta ubrana w swoje ulubione ubrania. Świat czuje, że jest piękny, właśnie założył swoją najbielszą, najbardziej odświętną suknie.

Uwielbiam przeżywać zimę, kocham wzory utworzone na szybie, lekką warstwę śniegu na pniach drzew. Sople koronują dachy, wystarczy jeden ułamać, a masz wszystko, od laski maga po sztylet groźnego skrytobójcy. Jest zimno, ludzie opatulają się w swoje najcieplejsze rzeczy, szukają ciepła, pożądają go. Może właśnie to powoduje, że zima to idealny okres czasu dla miłości. Wiele romansów dzieje się w zimie, filmy… po prostu ta wspaniała sceneria nie może pozostać niezauważona.

Obrazy które kojarzą nam się dobrze, to często zimowe scenerie, kominek z palącym się ogniem, wiszące skarpety. Światło niesamowicie wygląda na tle zasp, a padający śnieg na tle światła mojego domu to już czysta poezja. Nie dlatego, że mój dom to cud architektury, ale z powodu ciepła jakie się w sercu rozlewa na myśl o najbliższych czekających przy ciepłym kominku, o ciepłej herbacie parującej w zmarzniętych dłoniach, lub czekoladzie pachnącej w mroźnym powietrzu. Kot nie wychodzi już na pole, ale obserwuje świat za szybą, łapiąc w wyobraźni płatki śniegu, ale spróbuj go wyrzucić na zewnątrz! Oburzony będzie wył pod drzwiami.

Zima to też wspaniałe sporty. Uwielbiam narty, co nie znaczy, że jeżdżę na nich często, lub umiem dobrze jeździć, ale ślizganie się po śniegu jest chyba najlepszą zabawą z dzieciństwa, z której nie wyrosłam. Zawsze marzyłam o jeździe na łyżwach, ten sport ma w sobie coś wyjątkowego, nawet jeśli nie jeździsz jak profesjonalistka.

Do czego prowadzi mój zachwyt nad zimą? Do listy. Te rzeczy pozwalają przeżyć zimę tak jak trzeba. Chłonąc wszystkie jej aspekty.

Co zrobić by przeżyć piękną zimę? 7 punktów według Bellatory.


  1. Zrób zapas ulubionej herbaty i czekolady, zaparzaj po powrocie do domu, siadaj z kubkiem w fotelu, z kotem na kolanach.

  2. Znajdź swój wyjątkowy zimowy sport, narty, łyżwy, sanki, a może coś mniej konwencjonalnego? Kulig? Zbieranie sopli lodu z przeszkodami?

  3. Gotuj rozgrzewające potrawy jednogarnkowe, leczo, bigos. Piecz piernik i nie wahaj się nim objadać.

  4. Obserwuj płatki śniegu. Przed chwilą stałam na polu i właśnie to robiłam. Samo przeżycie jest niesamowite, ale ja uwielbiam to robić z muzyką. Przesłuchałam utworów “ Winter has come” oraz “ The winds of winter” z ostatniego  albumu z serialu “Gra o tron”. Był niesamowity nastrój!

  5. Przygotuj się do świąt. Nie ma zimy bez Bożego Narodzenia, kwestię tego, czy ktoś wierzy pomijam, ale nawet moi znajomi ateiści kochają święta. Dom wystrojony, rozświetlony, wysprzątany i zapach wigilijnych potraw, a przede wszystkim radość w sercu.

  6. Chodź na długie mroźne spacery, koniecznie z ulubioną osobą. Chłoń zapach i nastrój zimowy.

  7. Czytaj! Najlepiej przy kominku wieczorną porą.


~Bellatora

Advertisements

Depresja

Całe. Życie. W jednej szkatułce, po brzegi wypełnionej kartami. Spojrzała na pięknie rzeźbione drewno z nieufnością. Tak strasznie chciałaby spalić puzderko. Obrócić je w proch, sprawić, że przestałoby istnieć. Nie miała pojęcia co stałoby się potem. Jedyne co wiedziała na pewno, to ból. Gniotący ból, pochodzący ze środka niej samej. Już nie miała siły. Nie miała tej cholernej siły, żeby w końcu zwlec się z łóżka, otrząsnąć z tego transu. Cholera, nie miała siły, żeby podnieść rękę i otrzeć łzy z policzka. Nie miała siły. 

  Ociężale przewróciła się na drugi bok i podciągnęła kołdrę pod samą brodę. Westchnęła cichutko. To był ten moment, kiedy zaczęły nachodzić ją różne myśli. Potem zaczynała płakać, żeby w końcu zacząć nieruchomo wpatrywać się w sufit i pozwolić łzą wylewać się potokami z jej oczu. Już o niczym nie myślała. Czuła jedynie ogromny ciężar wgniatający ją w łóżko. I jeszcze więcej. Bólu.

   Były też chwile, kiedy nie wytrzymywała. Brała wtedy żyletkę i podążała do łazienki. Czasem spoglądała na swoje odbicie w lustrze, lecz zazwyczaj skupiała się tylko na jednym. Przeciągała parę razy ostrzem po skórze. Krew, która wypływała była gęsta i czerwona. Ten ból był inny. Przede wszystkim nie był cierpieniem. Czuła ulgę gdy przychodził. Uspokajało ją to. Odetchnęła głęboko. Nareszcie.

  Nawet małe rzeczy przychodziły jej z ogromnym trudem. Nie potrafiła się skupić na nauce, często wpadała w panikę, kiedy myślała o nadchodzących egzaminach. Ale nadal niezmiennie nie potrafiła. Przestała też cieszyć się z małych rzeczy, w których nie była już w stanie odnaleźć radości lub chociażby się do nich uśmiechnąć. Nie chodziło o to, że tak chciała. Nie była to żadna poza lub wymówka. To po prostu przyszło. Nie była w stanie do końca określić momentu w którym się to stało. Podejrzewała, że był to proces, że choroba wkradała się stopniowo. To prawda, na początku czuła się źle, ale była przekonana, że to w końcu minie. W weekend odeśpi i od razu wróci jej dobry humor. Lecz tu nie chodziło o humor. Nie wracało coś więcej, coś co wcześniej sprawiało, że kochała taniec, śmiech i dołeczki w policzkach swego chłopaka. Ciągnęło się to przez pewien czas… Aż w końcu nie dało się tego zignorować i powiedzieć, że Jej nie ma. A ona bardzo chciała wierzyć w to, że nie istnieje. Że Depresja tak naprawdę nie ma miejsca w jej życiu. Ale byłoby to kłamstwo.
  Ile godzin zmarnowała na bezczynnym wpatrywaniu się w sufit, podłogę, ścianę, w krajobraz za oknem. Ile razy zdezorientowana budziła się o trzeciej nad ranem. Ile razy zaczynała płakać z wyczerpania, chociaż tak naprawdę nie robiła niczego co mogłoby pozbawić ją sił. Ile razy uczucie beznadziei psuło jej momenty, które mogłyby być szczęśliwe. Nie była w stanie zliczyć.
  To nie jest tak, że postanowisz, że to już koniec i wtedy Ona odejdzie. Nie pstrykniesz w palce, nie gwizdniesz, nie tupniesz. Nie taka jest Jej natura. Ona będzie przez cały czas nad Tobą wisieć, jak gradowa chmura, otaczać Cię coraz cięższym, gęstszym powietrzem, aż w końcu Cię udusi. Utoniesz. Ciśnienie rozsadzi Ci czaszkę… Bo nie masz siły. 
         

 Depresja jest chorobą ciężką do wyleczenia. Często osoby bliskie tej na nią cierpiącej nie mają pojęcia, że ich córka, brat czy przyjaciel są chore. Osoby doświadczające depresji nie lubią się tym “chwalić”, a w towarzystwie mogą zachowywać się całkiem normalnie, uśmiechać czy nawet żartować. Problem pojawia się gdy wracają do domu czy jakiejkolwiek innej przestrzeni zarezerwowanej tylko dla nich.

    Problem pojawia się? Bardziej ujawnia, bo depresja cały czas tam jest, wcale nie znika. Można ją porównać do dziwnego stworzenia mocno uczepionego ramienia, non stop szepczącego do ucha. 

    Jak sobie z tym radzić? Skąd zdobyć motywację? Dwa bardzo ważne, kluczowe pytania. Przede wszystkim, powiedzieć osobie bliskiej, zaufanej. Jeżeli nie jest się w stanie na dłuższą metę motywować, musi robić to ktoś inny. Oprócz tego, chociaż jest to bardzo ciężkie, należy próbować zapobiec rozwojowi choroby. Starać się nie siedzieć w jednym miejscu lub przy tej samej czynności dłużej niż przez godzinę, wychodzić na świeże powietrze (aby dotlenić organizm), zacząć uprawiać jakiś sport lub właśnie spacerować, nie izolować się od ludzi, nie popadać w rutynę, dbać o dietę i sen, kontrolować swój stan zdrowotny, rozmawiać o swoich odczuciach. Nie bać się, bo depresja nie jest powodem do wstydu, tak jak grypa, ospa, czy jakakolwiek inna choroba. Depresja nie oznacza, że ktoś jest gorszy. Oznacza, że należy mu pomóc.

~Diakini

Jaki jest najbardziej kobiecy alkohol?

– Najbardziej kobiecy alkohol? – przed chudym chłopakiem stanęły dwie dziewczyny w skórzanych kurtkach. Popatrzył na nie badawczo, a one uśmiechnęły się kpiąco.

– Ja nawet was nie znam. – Powiedział zaniepokojony.

– Pozwól, że się przedstawię – czarnowłosa dygnęła – Bellatora we własnej osobie.

– Nie martw się kochany, nie gryziemy..mocno. – Rudowłosa wykrzywiła się w drapieżnym grymasie, kątem oka spoglądając na towarzyszkę.   – Diakini. – przedstawiła się z błyskiem w ok.u

– Diak? Chcesz go przestraszyć? – Bellatora pokręciła głową. – W ten sposób nigdy nie znajdziemy nikogo kto będzie nas chciał posłuchać, a z resztą… Jesteśmy siostrami, mamy jeszcze trzecią kulę u nogi. Fascynujemy się tyloma tematami! Na pewno lubimy opowiadać ciekawe historie, Diak jest zapaloną aktorką ja marzę o pisaniu i naprawdę wszystko mi jedno co to będzie, mogę nawet opisywać nagrobki. Wiesz, że to jedne z ciekawszych zabytków w Polsce?

– Nie wiedziałem. – Chłopak dalej był lekko spięty.
Diakini spojrzała na Bellatorę ze zdziwieniem.

– Tiga, przecież obie wiemy, że zamiast o nagrobkach wolałabyś opowiadać o książkach. – Przeniosła wzrok na nieznajomego. – Jest na tym punkcie kompletnie zakręcona. Sama nie wiem czy mam w bibliotece tyle książek ile ona przeczytała. Albo takich jakie ona przeczytała! – zaśmiała się, autentycznie rozbawiona swoim odrobinę niezrozumiałym żartem.

– Diakini ma za to specyficzne poczucie humoru i zna mnie jak mało kto. To prawda lubię czytać, pisać, lubię film i teatr, operę, wiersze. Generalnie dobrze opowiedzianą historię. Mam też swoje specyficzne gusta, biorąc pod uwagę niektóre kryteria, którymi się kieruję przy wyborze innych dzieł, niektóre nie powinny znaleźć się na liście moich ulubionych. Na przykład uwielbiam superbohaterów, opowieści wydawałoby się proste, ale dla mnie zawsze posiadające specyficzny urok. Diak też je lubi. Lubi też Sherlocka, co jest jak najbardziej zrozumiałe, ale co dziwniejsze lubi też aktora który go gra, nazywa go swoim…
– Bo jest mój! Nikt nie próbuje tego kwestionować, bo wszyscy mają świadomość tego jakby się to skończyło. To prawda, lubię Benedicta i superbohaterów, ale przede wszystkim kocham właśnie teatr i aktorstwo. Uwielbiam oglądać ujęcia z planu i najróżniejszego rodzaju Making off! Niesamowity jest moment w którym aktor wciela się w swoją rolę, to jak prawdziwa magia. Moim największym marzeniem jest w tym uczestniczyć. Ale Tiga też to kocha. Ma wielki talent do odgrywania różnych bohaterów, nawet tych najgłupszych (jak na przykład Sheldona). Wydaje mi się, że to naprawdę pomoże jej zostać genialnym reżyserem. Do tego trzeba mieć pewną wizję i wiedzieć jak ją zrealizować. A potem jest już reszta, która nie stanowi tak wielkiej przeszkody!
– Poza tymi nieskromnymi wynurzeniami, możemy też się pochwalić pasją do jazdy konnej, chociaż Diak potrzebuje posłusznego wierzchowca. Inaczej pióra lecą! Lubimy też dobrą herbatę, ogień palący się w kominku, ja majsterkowanie i rękodzieło, Diak anglików i malowanie paznokci. Lubimy czasem zagrać w piłkę nożną, poćwiczyć, pobiegać. Choć bez bicia przyznaję, że powinnyśmy to robić zdecydowanie bardziej regularnie. Diakini ma słabość do sów i smoków, ja kocham tygrysy i koty wszelakiej maści, mam nawet prywatnego łobuza zwanego Nene.
-Tak, Nene to prawdziwa łobuzica! Miała kiedyś siostrę, która była najwspanialszym kotem jakiego kiedykolwiek miałam. Niestety zmarła kilka miesięcy temu, ale zawsze będziemy o niej pamiętać. – Diak pokiwała głową. – Motywacja. Tiga dostarcza mi motywacji. Czasem przychodzą takie momenty, kiedy mój świat nie tyle się wali, co po prostu traci sens. Dochodzą do tego różne inne dolegliwości. Jeżeli na to kiedykolwiek cierpiałeś – Uniosła brwi z powątpiewaniem. – To wiesz jak ważna jest motywacja, żeby zwlec się z tego cholernego łóżka i zrobić cokolwiek. Poza tym, Tiga świetnie gotuje. A to pomaga wszystkim, bo jedzenie jest super! – Uśmiechnęła się z rozmażeniem.

-Siostra Nene miała na imię Kupasek, sam zdecyduj, czy była wspaniałym kotem. – Bellatora uśmiechnęła się kpiąco. – Od razu zaznaczam, że nie umiem zbyt dobrze gotować, to pobożne życzenie moich bliskich, ale coś dobrego czasem wychodzi. Jak mnie najdzie fantazja. Jesteśmy też zgranym zespołem muzycznym, Diak rapuje, ja śpiewam, trochę gramy na fortepianie. Kiedyś chciałyśmy to robić profesjonalnie… Ach te marzenia!
– Miała na imię Kaede, jak japońska księżniczka! Marzenia, bo nie starczy nam czasu na wszystko. Poza tym Tiga jest świetna z łaciny i greki. Ja uczę się włoskiego, nie to, żeby genialnie mi szło. Przynajmniej mam dobry akcent. Co oprócz tego? Mam wrażenie, że powinnyśmy dostać nagrodę nobla. Dlaczego? A, tak po prostu!
– Tak… Wiesz o nas mniej więcej 1% ale to powinno jak na razie wystarczyć. – Bellatora poklepała chłopaka po ramieniu. – Tak więc, zapraszamy cię na przygodę po naszym zwariowanym świecie!

~BAD